Szalony mecz w Jastrzębiu. Wygrywamy z LOTOS-em po tie-break’u

Opublikowany przez 26 listopada, 2016 17:40

Rozmiar czcionki : A- A A+

W meczu 10. kolejki PlusLigi Jastrzębski Węgiel pokonał LOTOS Trefl Gdańsk 3:2 (25:21, 25:20, 23:25, 22:25, 15:13).

Pierwszy punkt w sobotnim spotkaniu zdobyli goście, po tym jak Salvador Hidalgo Oliva popełnił błąd w ataku. Sytuacja ta na tyle zdenerwowała Kubańczyka, że za chwilę wszedł na swój normalny poziom, a rywale odczuli to, kiedy powędrował w pole serwisowe. Dwa asy serwisowe z rzędu dały nam prowadzenie 5:3. Po jego skutecznej kontrze nasza przewaga wzrosła do trzech „oczek”. Moment przestoju i na tablicy świetlnej pojawił się wynik remisowy (7:7). Z walki cios za cios uwolniliśmy się dzięki niezawodnemu Olivie (blok na Mateuszu Mice) oraz Patrykowi Strzeżkowi, który pewnie zwieńczył kontratak (12:10). As naszego kapitana zwiększył przewagę jastrzębian do trzech punktów (14:11). To było równoznaczne z czasem dla gdańskiej ekipy. Po pauzie rywale wprawdzie zrobili przejście, ale nasza drużyna nadal twardo nacierała (16:12). As Lukasa Kampy „zmusił” trenera Andreę Anastasiego do kolejnej przerwy na żądanie, bo nasza drużyna prowadziła już 19:14. Dzięki efektywnemu w ataku Olivie cały czas mieliśmy bezpieczną przewagę. Pierwszego setbola zyskaliśmy po udanej akcji Strzeżka. W ostatniej akcji premierowej partii błąd popełnił Damian Schulz, a to oznaczało naszą wygraną w secie 25:21.

Początek drugiego seta to regularna siatkarska bitwa na parkiecie. Sygnał do punktowego „odejścia” dał naszej ekipie fantastycznie usposobiony Oliva. Najpierw w niesygnalizowany sposób zaatakował z drugiej linii, a następnie po dograniu Damiana Borucha (!) pewnie skończył atak (10:8). Dwupunktową przewagę straciliśmy przy zagrywce wprowadzonego na plac gry Szymona Romacia (11:11). Pewna gra naszych skrzydłowych (Strzeżek, Scott Touzinsky) ponownie umożliwiła nam „odskok” na dwa punkty (16:14). Dwa błędy Michala Masnego (najpierw w zagrywce, a potem w elemencie rozegrania) zwiększyły dystans punktowy na rzecz jastrzębian do trzech punktów (18:15). As Touzinsky’ego oznaczał rezultat 20:15 dla Jastrzębskiego Węgla. Goście grali bez wyrazu, popełniając przy tym sporo błędów własnych (22:16). Drugiego seta asem serwisowym zakończył najlepszy na placu gry Kubańczyk Oliva (25:20).

Trzeci partia rozpoczęła się obiecująco dla Pomarańczowych. Spora w tym zasługa Grzegorza Kosoka, który najpierw pewnie zwieńczył akcję ofensywną, a następnie popisał się asem serwisowym (4:1). Przy stanie 7:4 dla Jastrzębskiego Węgla trener gości wziął przerwę na żądanie, ale dobrze „naoliwionej” jastrzębskiej maszynki nie było to w stanie wybić z rytmu (8:4). W dalszym ciągu świetnie prezentował się Kosok, który brylował zarówno w ataku oraz bloku (10:5). Po błędzie serwisowym Romacia przewaga jastrzębian wzrosła do sześciu „oczek”. Przy stanie 15:9 na placu gry zameldował się Jason De Rocco, który zmienił Touzinsky’ego. Przeciwnicy zbliżyli się na różnicę trzech punktów, ale nasza ekipa nie straciła koncentracji i utrzymała bezpieczną przewagę (18:13). Później jednak wydarzyła się rzecz niebywała. Kiedy wydawało się, że gładko zakończymy mecz w trzech setach, rywale od stanu 22:17 zerwali się do odrabiania strat (przy zagrywce Bartosza Gawryszewskiego) i wyszli na prowadzenie 23:22, a potem zakończyli seta na swoją korzyść (25:23)!

W czwartego seta rywale „weszli” z dużym animuszem, ale trudno się dziwić, skoro przedłużyli praktycznie przegrany mecz. Nasz zespół wyglądał na lekko „zbitego z tropu”.  Pomarańczowi zaczęli powracać do swojej dobrej gry przy serwisie Kampy (7:5). Dwupunktową przewagę utrzymywali do stanu (11:9). As serwisowy Olivy powiększył zapas punktowy Pomarańczowych do trzech punktów. W kolejnej akcji Gawryszewski wyraźnie przestrzelił w ataku (14:10). Podobnie jak w trzecim secie tak i teraz naszej drużynie przytrafił się trudno zrozumiały przestój. Od stanu 17:13 Pomarańczowi stracili cztery „oczka” przy serwisie Mateusza Miki (17:17). W tym momencie rozpoczęła się wojna nerwów. Za moment wyglądało to jeszcze gorzej z naszego punktu widzenia (20:22, 21:23). Po akcji Wojciecha Grzyba rywale zyskali pierwsze setbole w partii (22:24). Autowy atak Kosoka oznaczał koniec seta i konieczność rozgrywania tie-break’a (22:25).

Na początek decydującej części meczu Romać trafił w boisko po ostrym skosie. Dwa skuteczne bloki gości oznaczały rezultat 3:1 dla LOTOS-u. Do remisu doprowadziliśmy dzięki sprytowi Kampy. Za moment gdańszczanie znów mieli dwupunktowy zapas (3:5), ale blok Borucha dał nam wyrównanie (5:5). Drużyny zmieniły się stronami przy stanie 8:6 dla ekipy Anastasiego. Dwupunktową przewagę przeciwnicy utrzymali do stanu (10:8). Błędy w ataku w wykonaniu Miki pozwoliły nam wyrównać stan seta po 10. Pomyłka Romacia w ataku zaś dała nam pierwsze prowadzenie w tie-break’u (13:12). Udana akcja autorstwa Touzinsky’ego oznaczała pierwszą piłkę meczową dla JW. W ostatniej akcji meczu Kosok zatrzymał blokiem Mikę (15:13).

MVP: Salvador Hidalgo Oliva.

Nasz przyjmujący zadedykował statuetkę MVP zmarłemu przed tygodniem 25-letniemu Kervinowi Piñerua, reprezentantowi Wenezueli w siatkówce, a prywatnie przyjacielowi Olivy.

Jastrzębski Węgiel – LOTOS Trefl Gdańsk 3:2 (25:21, 25:20, 23:25, 22:25, 15:13)

Jastrzębski Węgiel: Strzeżek, Kampa, Boruch, Kosok, Touzinsky, Oliva, Popiwczak (libero) oraz Sobala, De Rocco, Ernastowicz

LOTOS Trefl Gdańsk: Schulz, Masny, Paszycki, Gawryszewski, Hebda, Mika, Gacek (libero) oraz Romać, Grzyb, Pietruczuk, Majcherski (libero), Stępień.