Kuba Popiwczak: „Jestem dzieckiem szczęścia”

Opublikowany przez 26 lipca, 2016 17:50

Rozmiar czcionki : A- A A+

Zapraszamy do lektury fragmentu wywiadu z Jakubem Powiwczakiem.

Marcin Fejkiel: Masz za sobą pierwszy rok w Pluslidze jako zawodnik podstawowego składu Jastrzębskiego Węgla. W rankingu pod względem skuteczności przyjęcia na koniec sezonu ustąpiłeś jedynie doświadczonym Pawłowi Zatorskiemu oraz Piotrowi Gackowi. Usatysfakcjonowany?

Jakub Popiwczak, libero Jastrzębskiego Węgla: – Na pewno jest to miła ciekawostka, że tylko dwaj reprezentacyjni libero byli w statystykach przede mną. Natomiast statystyki nie grają. Zawsze trzeba stawiać na czele dobro zespołu i ja indywidualnie zawsze starałem się temu zespołowi pomagać. I nawet jak czasem sportowo nie szło tak, jakbym sobie tego życzył, to próbowałem wnosić trochę pozytywnej energii i pozytywnego ducha do zespołu. Ten pierwszy pełny rok w PlusLidze był dla mnie bardzo udany pod wieloma względami, ale chciałbym stawać się coraz lepszym siatkarzem i z roku na rok z lepszej strony pokazywać się przed jastrzębską publicznością.  

Przed zeszłym sezonem w składzie Pomarańczowych zakontraktowano jeszcze Adriana Mihułkę – zawodnika, który wprawdzie przyszedł do naszego klubu z I ligi, ale był od Ciebie starszy. Jak ważne było zaufanie, którym obdarzył się trener Mark Lebedew i fakt, że to jednak Ty zostałeś pierwszym libero?

– Przyjeżdżając do Jastrzębia po okresie reprezentacyjnym, gdzie byłem w kadrze juniorów na mistrzostwach świata, po cichu liczyłem, że otwiera się szansa na to, by grać. W poprzednich sezonach, kiedy libero w drużynie był Damian Wojtaszek, było to trudne. Pozycja Damiana w zespole była niepodważalna. Jednocześnie wiedziałem, że wszystko zaczyna się od postawy na treningach. Od tego, jak zaprezentuję się przed trenerem. Obaj z Adrianem prezentowaliśmy wyrównany poziom, natomiast to ja zostałem obdarzony przez trenera więKuba Popiwczakkszym zaufaniem. Przez pierwszą część sezonu występowałem na swojej pozycji indywidualnie, natomiast później się uzupełnialiśmy. I myślę, że wszystkim wyszło to na dobre, a szczególnie zespołowi. 

Pomysł z grą na dwóch libero Ci odpowiadał?

– Na początku podchodziłem do tego sceptycznie, bo każdy chce grać jak najwięcej, każdy ma swoje ambicje i chciałby spędzać na boisku jak najwięcej czasu. Ale trzeba było się podporządkować temu pomysłowi trenera. Z czasem to wypaliło i każdy z nas wykonywał powierzone zadania dobrze.

Trener bardzo Cię chwalił po sezonie mówiąc, że  wykazałeś się dojrzałością w grze, świetnie organizowałeś przyjęcie zespołu i pewnie poradziłeś sobie z tym trudnym wyzwaniem. Jego zdaniem w  nadchodzących rozgrywkach powinno być Ci łatwiej ze względu na doświadczenie, które zyskałeś oraz obecność w składzie Scotta Touzinsky’ego, który nieco odciąży Cię w przyjęciu. Też tak to widzisz?

Powiem szczerze, że nie zastanawiałem się nad tym. Ja chciałbym po prostu kontynuować tę dobrą grę, jeśli trener tak to odbiera. Z pewnością miło słucha się takich słów na swój temat. Też się trochę śmieję, że moja rola w zespole będzie wyglądała inaczej. Dawniej to ja nosiłem wodę, a teraz w drużynie jest trzech młodszych kolegów ode mnie. Co więcej, jestem obecnie najstarszy stażem w Jastrzębskim Węglu! Tak więc muszę wymagać od siebie coraz więcej i brać większą odpowiedzialność na swoje barki.

Jak Ci się w ogóle pracuje z australijskim trenerem? Możesz w jakiś sposób porównać go do włoskich szkoleniowców, z którymi miałeś okazję pracować w poprzednich latach – Lorenzo Bernardiego oraz Roberto Piazzy?

– Myślę, że Włosi w porównaniu z Markiem mają całkiem inne charaktery i całkiem inne podejście do zawodu. Są ekspresyjni, wybuchowi, okazują mnóstwo emocji podczas meczów i każdy z zewnątrz mógł to zobaczyć. Natomiast Mark jest stonowany, wyważony. Czasem nawet chciałby powiedzieć coś więcej, ale powstrzymuje się, by jego myśli nie wypływały do zawodników czy na zewnątrz. Zawsze stara się znaleźć we wszystkim pozytywy. Myślę, że jest to bardzo ważna cecha szczególnie w pracy z takim młodym zespołem, jaki my mieliśmy w zeszłym sezonie. Młodym zawodnikom czasem brakuje pewności siebie, której trzeba im dodać. I Mark jest w tym bardzo dobry.

Czujesz, że Twoja kariera układa się tak jakbyś tego oczekiwał? Szybkie włączenie do pierwszego zespołu z Akademii Talentów, spektakularny debiut w wieku 16 lat, możliwość podpatrywania i nauki od gwiazd siatkówki, krótkie epizody ligowe oraz w europejskich pucharach, brązowy medal Ligi Mistrzów i wreszcie miejsce w „szóstce” PlusLigowego zespołu. Można było wymarzyć sobie więcej?

– Śmieje się, że jestem dzieckiem szczęścia. Nie mogłem sobie tego lepiej wymarzyć. Wszystko się układa dla mnie bardzo fajnie. Mam nadzieję, że tak też będzie w przyszłości. Że nadal będę trafiał na takich ludzi, jak do tej pory, którzy będą mnie obdarzać takim dużym zaufaniem jak dotąd, a ja będę w stanie spłacić ten kredyt zaufania.

Kto Twoim zdaniem jest obecnie najlepszym zawodnikiem na Twojej pozycji?

– Myślę, że tak jak twierdzi większość ekspertów jest to Francuz Jenia Grebennikov. Trudno się z tym nie zgodzić. Biorąc chociażby pod uwagę tegorocznych finalistów Ligi Światowej, Serbię oraz Brazylię, to w ich składach grają na zmianę różni zawodnicy. On natomiast prezentuje od kilku lat wyrównany, znakomity poziom, a dodatkowo jest jeszcze efektowny w tym co robi. Ale też zawsze podziwiałem Pawła Zatorskiego, widząc go zarówno podczas meczów, jak i treningów. Nie jest może tak efektowny jak Grebennikov, ale praca, którą wykonuje tak w kadrze, jak i klubie, jest nie do przecenienia.  

Masz jakiś siatkarski wzór, na którym się opierasz?

­- Przyznam szczerze, że nie miałem nigdy jednej postaci, której ścieżką chciałbym podążać. Ale jest kilku zawodników, których zachowanie na boisku oraz charakter mi imponuje. Takim siatkarzem jest chociażby Michał Kubiak, z którym miałem przyjemność grać w  Jastrzębskim Węglu. „Kubi” imponuje mi swoją zadziornością, którą jest w stanie poderwać kolegów do walki i pomóc w zwycięstwie.

Rozmawiał Marcin Fejkiel