„Serce zostanie wydarte z piersi i położone na boisku”

Opublikowany przez 26 kwietnia, 2018 20:14

Rozmiar czcionki : A- A A+

W najbliższy weekend Jastrzębski Węgiel zakończy sezon 2017/2018. Czy podopieczni trenera Ferdinando De Giorgiego potrzebować będą do tego jednego czy dwóch spotkań, o tym zdecyduje sobotnia konfrontacja z Asseco Resovią Rzeszów.

W rywalizacji o piąte miejsce, podobnie jak to miało miejsce w pierwszej rundzie play off, walka toczy się do dwóch wygranych. W środę w pierwszym meczu o najwyższe lokaty poza półfinałami Pomarańczowi pokonali rzeszowian 3:2, chociaż po czterdziestu siedmiu minutach przegrywali 0:2.

Ten mecz wyglądał tak, jak cały sezon w naszym wykonaniu. Dwa pierwsze sety zagraliśmy słabo, w ogóle nie potrafiliśmy się skoncentrować – mówi Grzegorz Kosok, kapitan Jastrzębskiego Węgla. – Co prawda, może nas trochę bronić fakt, że po drugim meczu z Treflem zakończonym po tie-breaku, mieliśmy długą podróż na Śląsk. W zasadzie przed meczem z Resovią nie odbyliśmy ani jednego pełnego treningu. Były to takie zajęcia, żeby nas jeszcze bardziej nie zmęczyć. Być może przez to nasza gra się nie kleiła. Cieszę się, że po tej dziesięciominutowej przerwie zdołaliśmy wygrać, bo to się należało naszym fanom – dodaje środkowy naszego zespołu.

Jako że był to ostatni mecz w jastrzębskiej hali drużyna chciała się godnie pożegnać z swoją publicznością. – Jest niemożliwością grać, zwłaszcza po tak trudnym sezonie, ostatni mecz u siebie w taki sposób, jak my zaprezentowaliśmy w tych dwóch pierwszych partiach. Mieliśmy wielkie wsparcie ze strony kibiców, dlatego powiedzieliśmy sobie w szatni, że tak dalej wyglądać to nie może. Nie mamy prawa pożegnać się z jastrzębską publiką w takim stylu! OK, zwycięstwa nikt nam nie gwarantował, ale chodziło o to, by pokazać charakter. Jestem usatysfakcjonowany, że udało mam się odwrócić losy tego spotkania – mówi z kolei Lukas Kampa, rozgrywający pomarańczowej drużyny.

Przed zeszłotygodniową batalią o półfinał z Treflem Gdańsk marzyliśmy o tym, by nasz zespół zagrał na wyjeździe dwa spotkania. Tak się stało, ale finał tej drugiej, decydującej bitwy był dla rozczarowujący. Teraz trzymamy mocno kciuki za to, by już w sobotę było po wszystkim.

Biorę dwa komplety strojów, ale ten jeden schowam głębiej w torbie, żeby się nie przydał – uśmiecha się Kosok. – Na pewno będzie to bardzo ciężki mecz. Uważam, że Rzeszów zrobi wszystko, żeby wygrać w sobotę w swojej hali. Ale zostawiamy na parkiecie wszystko, co mamy. Serce zostanie wydarte z piersi i położone na boisku – przekonuje „Kosa”.

Od początku wiedzieliśmy, że sezon będzie długi. Chcieliśmy grać w półfinałach, co równałoby się z tym, że nasz udział w rozgrywkach trwałby jeszcze dłużej. Nie ma więc wymówek. Trzeba być gotowym na wszystko i każdy z nas musi dać z siebie maksimum. Reprezentujemy ten klub i nie ma żadnych powodów, by nie walczyć do samego końca – dodaje Kampa.

Początek sobotniego spotkania o godz. 17:00. Ewentualny trzeci mecz zaplanowano na niedzielę na godz. 14:45.