Mistrz Polski pokonany za trzy punkty! Brawo, Panowie! [FOTO]

Opublikowany przez Listopad 3, 2018 15:22

Rozmiar czcionki : A- A A+

W meczu 5. kolejki PlusLigi nasz zespół pokonał mistrza Polski PGE Skrę Bełchatów 3:1.

Sobotnie spotkanie w Jastrzębiu-Zdroju poprzedziła miła uroczystość. Prezes Klubu Adam Gorol w towarzystwie pełnomocnik zarządu Klubu ds. Pauliny Pawliczek oraz dyrektora Akademii Talentów Arkadiusza Żydka uhonorowali mistrzów świata z Turynu, siatkarzy z zespołu gości – Artura Szalpuka, Grzegorza Łomacza i Jakuba Kochanowskiego.

GALERIE ZDJĘĆ (FOT. MAGDALENA KOWOLIK, ARKADIUSZ KOGUT).

Później już zaczęła się walka na całego. Pierwszy fragment meczu należał do gości, a ściślej do Irańczyka Milada Ebadipoura, który najpierw skończył dwa ataki, a następnie dołożył dwa asy (2:5). Po czasie wziętym przez trenera Ferdinando De Giorgiego przerwaliśmy serię PGE Skry. Następnie nasz atakujący Dawid Konarski zaserwował asa i slash’a, którego zwieńczył Christian Fromm (5:5). Potem w natarciu byli bełchatowianie, ale skuteczna kontra w wykonaniu Konarskiego i as serwisowy Juliena Lyneela wyprowadziły nasz zespół na prowadzenie 11:9. Po bloku na Ebadipourze było 13:10 dla JW, a za moment błąd w ataku popełnił Mariusz Wlazły (14:10). Przy stanie 16:11 trener gości Roberto Piazza zareagował przerwą na żądanie, po której Piotr Hain dołożył kolejne „oczko” (17:11). Przy zagrywce Szalpuka Skra zbliżyła się na różnicę dwóch „oczek” (19:17), ale na nasze szczęście „na posterunku” był znakomicie dysponowany Konarski (23:19). Przy stanie 24:20 zyskaliśmy piłki setowe i wykorzystaliśmy trzecią z naszych szans, kiedy Fromm wybił piłkę po rękach blokujących.

Druga partia rozpoczęła się od kontrowersji. Pierwszy sędzia odgwizdał Lukasowi Kampie przełożenie ręki na stronę gości, podczas gdy wideo weryfikacja pokazała zupełnie coś innego. Decyzja arbitra została jednak utrzymana w mocy. Rezultat 5:2 dla Skry skłonił trenera „Fefe” De Giorgiego do wzięcia przerwy na żądanie, po której Konarski przerwał serię gości. As serwisowy Lyneela zmniejszył nasze straty do jednego „oczka” (5:6). Później mistrzowie Polski znów niebezpiecznie oddalili się punktowo, ale as serwisowy Fromma pozwolił JW zbliżyć się do rywali na dwa punkty (9:11). W dalszej części seta sytuacja się powtórzyła i ponownie as JW (tym razem Lyneela) zmniejszył różnicę na naszą niekorzyść do dwóch „oczek” (13:15). Nie potrafiliśmy jednak pójść za ciosem. Do tego nieźle zaczął funkcjonować bełchatowski blok. Przy stanie 13:19 na placu gry zameldował się Salvador Hidalgo Oliva, który zmienił Fromma. Wkrótce potem Kampę zmienił Nikodem Wolański. Obraz gry nie uległ znaczącej zmianie, chociaż Pomarańczowi robili co mogli (as Konarskiego).  Pewnie grający bełchatowianie zwyciężyli w tej partii 25:17.

Początkowa część trzeciej partii miała wyrównany przebieg, ale w natarciu byli mistrzowie Polski. Po naszej stronie ciężar w ataku często spoczywał na Frommie, a Niemiec solidnie wywiązywał się ze swych powinności. Stan seta wyrównaliśmy po udanej kontrze w wykonaniu Konarskiego. W kolejnej akcji Karol Kłos popełnił błąd w ataku, a za moment Fromm „poczęstował” gości asem serwisowym. Wynik 12:10 dla JW skłonił szkoleniowca PGE Skry do wzięcia przerwy na żądanie, po której ekipa z łódzkiego wyrównała. Dwie akcje, w których najpierw: Łomacz szczęśliwie „ustrzelił” zagrywką na dziewiątym metrze Konarskiego, a następnie bełchatowianie popisali się efektywnym blokiem, skutkowały rezultatem 15:13 dla PGE Skry. Za moment było jeszcze gorzej z naszego punktu widzenia, bo nasi przeciwnicy mieli już cztery „oczka” w zapasie (17:13). Kiedy wydawało się, że nasi rywale są już na najlepszej drodze do zakończenia seta po swojej myśli (16:20), Pomarańczowi „odblokowali się” przy zagrywce Grzegorza Kosoka i zaczęli odrabiać straty (19:20). Niebawem było jeszcze lepiej, bo wyrównaliśmy stan seta po 22. Znakomite obrony Jakuba Popiwczaka w połączeniu ze skutecznością Lyneela dały naszej ekipie prowadzenie 23:22. Mistrzowie Polski jako pierwsi zyskali setbole (23:24), ale pozostaliśmy w grze. Później to Pomarańczowi byli w natarciu (25:24), ale tym razem to bełchatowianie się wybronili. Na szczęście ostatnie słowo w tej partii należało do Pomarańczowych, którzy po bloku na Wlazłym wyszli na prowadzenie w całym meczu 2:1.

Czwarta partia miała wyrównany przebieg do stanu 4:4. Później jednak Lyneel zablokował Szalpuka, a następnie Konarski pewnie zwieńczył kontrę. Kiedy do tego w kolejnej akcji nasz trener poprosił o wideo weryfikację, dopatrując się dotknięcia siatki przez ekipę gości, a challenge potwierdził jego przypuszczenia, prowadziliśmy 7:4. Potem Kosok zastopował na siatce Jakuba Kochanowskiego, a następnie środkowy Skry zaatakował w aut i było 11:7 dla Pomarańczowych. Czteropunktowy zapas utrzymaliśmy do stanu 14:10, a następnie zwiększyliśmy „zaliczkę” do pięciu „oczek (16:11). Bełchatowianie, jak na mistrzów kraju przystało, łatwo nie odpuścili. Przy serwisie Kłosa doszli Pomarańczowych na różnicę jednego punktu (16:15)! Lyneel szybko jednak opanował sytuację, a niebawem Konarski posłał na stronę gości asa i znów mogliśmy odetchnąć z większą ulgą (20:17). W następnej akcji fantastyczną obroną popisał się Lyneel, a Konarski raz jeszcze nie pozostawił złudzeń przeciwnikom (22:18). Niesieni znakomitym dopingiem jastrzębskich fanów Pomarańczowi postawili kropkę nad „i”, zwyciężając w czwartym secie i całym meczu 3:1.

MVP: Julien Lyneel.

Jastrzębski Węgiel – PGE Skra Bełchatów 3:1 (25:22, 17:25, 27:25, 25:21)

Jastrzębski Węgiel: Konarski, Kampa, Kosok, Hain, Fromm, Lyneel, Popiwczak (libero) oraz Rusek, Hidalgo Oliva, Wolański, Gunia

PGE Skra Bełchatów: Wlazły, Łomacz, Kochanowski, Kłos, Szapluk, Ebadipour, Piechocki (libero) oraz Teppan, Fiel